A A A A
16.02.2012 09:47
Licencja na oglądanie Pucharu Davisa

 

 

Licencja na oglądanie
Kto miał czas i komu było po drodze do Areny Ursynów w Warszawie, ten na własne oczy zobaczył, jak łatwo polscy tenisiści poradzili sobie w Pucharze Davisa z reprezentacją Madagaskaru. Wsparcie ok. 1500 kibiców – w tym członków atp – oczywiście było mile widziane, ale w starciu z tak słabym przeciwnikiem wcale nie niezbędne.


Niecałe 4 kilometry bliżej centrum stolicy równie dobrze jak biało-czerwoni w Pucharze Davisa, a może nawet jeszcze lepiej, z rywalami w turnieju z cyklu Jak Cudnie Gra Południe radził sobie Robert Laskowski. Przy Pileckiego 122 rachowano sety zdobyte przez gości, ale licznik nie ruszył z miejsca. Przy Koncertowej 8a grano do jednej zwycięskiej partii, więc straty liczono w gemach. W pierwszej rundzie Laskowski oddał trzy (Jackowi Węglarzowi), a potem odprawiał wszysctkich sześć albo dziewięć do zera.


Pomoc kibiców przyda się reprezentacji Polski w drugiej rundzie, ponieważ Estonia jest na korcie znacznie groźniejsza od Madagaskaru. Ze złotą licencją atp wstęp tradycyjnie wolny.

 

Półfinał za półfinał
Dzień później na tych samych kortach, czyli w Szkole Tenisa Tiebreak, pojawiły się uczestniczki Grand Prix Warszawy Amatorek. Zero po stronie strat w fazie grupowej zanotowała Agnieszka Lucińska-Kozłowska, ale większą przyjemność sprawił jej mecz wygrany 6:2. Nie tylko dlatego, że był to już półfinał. Przede wszystkim dlatego, że był to udany rewanż za porażkę z Izabelą Chojnacką w tej samej rundzie poprzednich zawodów.


W finale Lucińska-Kozłowska pokonała Magdalenę Ptak 6:1.

 

Mendel – zero
Jeśli ktoś nie czuł się na siłach, aby rywalizować z panią Agnieszką lub panem Robertem, to nie musiał daleko szukać rywali w sam raz dla siebie. Czas akcji ten sam – miniony weekend, adres też bez zmian – Koncertowa 8a, tylko kategoria inna – pomarańczowa.
Z calego mendla (to bardzo tenisowa jednostka miary) początkujących najlepiej poradził sobie Michał Cal.

Jak kto woli
Jeśli już ktoś nie lubi sportu bez emocji, ten musiał przenieść się z Ursynowa na Szczęśliwice. Jacek Węglarz bez większych kłopotów awansował do finału Grand Prix Szkoły Tenisa Net (w trzech pojedynkach uronił tylko dwa gemy), za to spotkania o tytuł z Marcinem Maciochą już nie mógł wygrać mniejszą różnicą: jednego gema lub dwóch punktów, jak kto woli. Skończyło się bowiem super tiebreakiem – 9:8(10).

 

Lektura obowiązkowa


W aktualnym „Tenisklubie”:
Dyscyplina w genach – Janusz i Łukasz Kubotowie. Czym zajmowałby się Łukasz Kubot, gdyby nie był tenisistą? – Cokolwiek by to było, robiłbym to na sto procent – zapewnia i nie sposób mu nie wierzyć. Najprawdopodobniej byłby piłkarzem. Jednak na pewno nie pierwszoligowego Zawiszy Bydgoszcz, którego trenerem jest... Janusz Kubot.
Sezon skvitovany – finał Pucharu Federacji
O synu, który przerósł ojca – Oleksandr Dołgopołow
Tenis albo śmierć – raport „Tenisklubu”
Piknik pod dymiącym wulkanem – WTA Championships
Jedyny taki – Barclays ATP World Tour Finals
Najtrudniejsza część sezonu – Agnieszka Radwańska



Komentarze (0) dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeżeli nie masz konta użytkownika - zapraszamy do rejestracji.