A A A A
11.01.2012 16:07
Nowy rok w atp rozpoczęty!

 

W cztery lata dookoła Polski
Który to już rok mamy? Zależy, od kiedy liczyć. Jeśli powiemy, że piąty, to wcale nie skłamiemy. Era atp oficjalnie zaczęła się przecież 1 stycznia 2008, a sześć dni później poszedł w Polskę pierwszy numer tego biuletynu (choć jeszcze bez tytułu „W siedem dni dookoła kortu”).

Piąty rok grania pod odświeżonym niedawno szyldem zaczął się z niewielkim poślizgiem, ale to już wina kalendarza. Nie naszego, lecz gregoriańskiego. Sylwester i Nowy Rok wypadły akurat w weekend, więc po całonocnych tańcach łóżko miało znacznie większą siłę przyciągania niż kort.

Ale tydzień później nic już nie stało na przeszkodzie, aby odbić pierwsze piłki i zdobyć pierwsze punkty AD 2012. Kalendarze mogą się zmieniać – z juliańskich na gregoriańskie, ze ściennych na elektroniczne – ale o tej porze niezmiennie mamy karnawał. Wystarczyło więc tylko zamiast szpilek i pantofli włożyć buty tenisowe, zamiast sukienek i garniturów wskoczyć w dresy i zamiast na bal pójść na turniej. Na przykład na warszawskie Okęcie (nie mylić z lotniskiem!), gdzie w sobotę rej wiodły miksty, a w niedzielę deble.

W pierwszym finale zmierzyły się pary, które już zdążyły się spotkać w dopiero co zaczętym roku. To był po prostu rewanż za mecz w fazie grupowej. Za pierwszym razem Magdalena Kowalska i Maciej Górkier wygrali z Anną Płazą i Januszem Bauciem 7:6(7), a za drugim – na nieco dłuższym dystansie – tiebreak nie był im już do niczego potrzebny: 9:5.

Nazajutrz do walki przystąpili debliści. W kategorii open pro rywalizacja toczyła się najpierw systemem ligowym, a potem były jeszcze półfinały i finał. Jedyna para, która nie poniosła żadnej porażki, nie wygrała jednak turnieju, ponieważ nie przystąpiła do meczu półfinałowego. Pod nieobecność Jakuba Grzysa i Kacpra Karolczaka pierwsze miejsce zajęli Patrick Jóźwik i Leszek Wrzesień.

W kategorii open nikt nie zachował czystego konta, więc o kolejności decydowała korzystniejsza różnica gemów pomiędzy trzema teamami z bilansem 4-1 (półfinałów nie rozgrywano). Wygrać jak najwyżej, przegrać jak najniżej – ta sztuka najlepiej udała się Rafałowi Słodownikowi i Karolowi Zawadce, którzy wyprzedzili Macieja Brasia i Michała Zagórskiego oraz Cezarego Goławskiego i Roberta Szczukiewicza.

Sześciu króli, dwie królowe
Święto Trzech Króli to też dobry powód, aby spotkać się na korcie. Nie wiadomo wprawdzie, czy K, M i B grali w tenisa, ale nie ma też niezbitych dowodów, że nie grali.

W Chrząstowicach koło Opola królów było sześciu i jeszcze dwie królowe, bo turniej rozegrano w ośmiu konkurencjach. Wielkiego pecha, który początkowo wyglądał na uśmiech losu, miała Beata Chojnicka. Dla najwyżej rozstawionej zawodniczki w kat. open zabrakło bowiem rywalki w ćwierćfinale i tak bez gry awansowała ona do „połówki”. I znów sobie nie zagrała, bo zgłoszona do zawodów kolejna przeciwniczka nie stawiła się na korcie. A w finale całkowity niefart – w drugim secie Chojnicka nie była w stanie dokończyć meczu i oddała zwycięstwo Teresie Stochel.

Najdłuższą drogę po tytuł przeszedł Jan Janiszak. Najlepszy zawodnik w kat. +50 tylko w pierwszym meczu wygrał w miarę wyraźnie, a każdy następny wynik wisiał na tiebreaku. Zwłaszcza finał – 12-10 w trzecim secie z Januszem Cachem – na jakiś czas pozostanie w pamięci nie tylko uczestników tego pojedynku.

Najmniej gemów – tylko trzy – stracił Kazimierz Listek. Szkoda tylko, że ten ostatni był jedynym gemem finału kat. +65 – Roman Mrozek musiał skreczować.

Wyniki pozostałych finałów. Kobiety +45: Anna Czarnecka – Ewa Sakwerda 6:3, 2:6, 10-8; mężczyźni open: Tomasz Bess – Jacek Makolądra 7:6(3), 6:3; +45: Andrzej Kądziela – Marek Kapkowski 6:3, 6:2; +55: Jacek Merwart – Paweł Wojtyczka 6:3, 6:1; +60: Zdzisław Macias – Andrzej Jankowski 6:0, 6:1.

Czasu że ho-ho…
W Częstochowie rok niby nowy, ale porządki po staremu. Do półfinałów turnieju Heada awansowała cała czwórka rozstawionych. W finale Maciej Bańdo (nr 1) pokonał Dariusza Chmielewskiego (nr 2) 7:5, 6:4. Na rewanż jeszcze w 2012 czasu że ho-ho…

Lektura obowiązkowa


W aktualnym „Tenisklubie”:


Jedyny taki – Barclays ATP World Tour Finals. 100 finałów zakończonych 70 zwycięstwami turniejowymi, w tym sześć triumfów w mastersach – oto aktualny bilans Rogera Federera po Barclays ATP World Tour Finals. W Londynie powody do wielkiej radości mieli także polscy debliści i ich kibice.
Najtrudniejsza część sezonu – Agnieszka Radwańska
Dyscyplina w genach – Janusz i Łukasz Kubotowie
Sezon skvitovany – finał Pucharu Federacji
O synu, który przerósł ojca – Oleksandr Dołgopołow
Tenis albo śmierć – raport „Tenisklubu”
Piknik pod dymiącym wulkanem – WTA Championships



Tagi:
Komentarze (0) dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeżeli nie masz konta użytkownika - zapraszamy do rejestracji.