A A A A
22.12.2011 13:41
W siedem dni dookoła kortu - newsletter nr 50

Jeden z dziesięciu
Rok można podzielić na 12 miesięcy, jednak marzec kwietniowi nierówny, a tym bardziej lutemu. Albo na 52 tygodnie, ale wtedy dzień, a czasem nawet dwa, nie mieszczą się w obliczeniach. Najłatwiej więc – to już prosty rachunek – podzielić rok na 10 turniejów z cyklu Koncertowe Miksty.

Nazwa zawodów nie jest przypadkowa. Ich stali bywalcy, nawet spoza Warszawy, trafiają bez pudła – nawet lepiej niż pierwszy serwis – na korty przy ulicy Koncertowej. A potem grają jak z nut, choć zdarza im się także trochę fałszować. Ale kto tego zabroni amatorom? Nawet partnerce i partnerowi nie wypada, chyba że ktoś z pary ma temperament dyrygenta.
Dziesiąty turniej w 2011 roku właśnie się odbył. Tydzień przed Bożym Narodzeniem trzeba było zacząć oczywiście od opłatka, typowo wigilijnych potraw oraz życzeń. Wszystkim tenisistom – nie tylko uczestnikom Koncertowych mikstów – wypada życzyć, żeby pierwszy serwis po prostu „siedział”, żeby drugi nie kojarzył się z „deblem”, żeby forhend wygrywał wszystko, co jest do wygrania, a bekhend żeby nie był jak za karę.

Również odrobiny szczęścia w losowaniu. W tym turnieju grano najpierw w grupach – z każdej dwie awansowały do ćwierćfinałów – a dalej już normalnie. No i tak się porobiło, że w półfinałach znalazły się miksty z grup A i B, które rywalom z C i D – ale nie bez sprzeciwu – pozwoliły wrócić do konsumpcji. Ciąg dalszy rywalizacji polegał na udowadnianiu wyższości grupy B nad grupą A, co okazało się łatwiejsze niż w przypadku świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy.

Tak w finale znalazły się pary, które miały już ze sobą do czynienia w eliminacjach. Za pierwszym razem Anna Płaza i Janusz Bauć wygrali 6:1, jednak Ewelina Skaza i Patryk Jóźwik zakończyli turniej i cały cykl bardzo mocnym akordem – 9:3.

Różnica umowna
Grudniowe Mistrzostwa Rzeszowa miały obsadę jak dość mocny challenger – siedmiu zawodników z czołowej setki rankingu. To nic, że z atp a nie ATP, ale ta różnica powoli się zaciera, bo amatorzy grają coraz lepiej, a zawodowcy… Ale nie wszyscy.

Trzech przedstawicieli w ćwierćfinałach musiało nierozstawionym wystarczyć. Ponumerowani uznali to zbyt daleko idące ustępstwa i w tej rundzie zwyciężali już wyłącznie faworyci. Potem okazało się, że różnice między „jedynką” a „czwórką” są tylko statystyczno-rankingowe. W tym turnieju najszczęśliwszym numerem okazała się „trójka”, czyli Jacek Rejczak, który w meczach na szczycie pokonał najpierw Józefa Krzysztyńskiego (nr 2) 6:3, 6:3, a następnie Damiana Pszczółkowskiego (nr 4) 6:3, 6:2.

Dozwolone do lat 18
Na kortach klubu Break na warszawskim Marysinie grała młodzież. W kategorii do lat 18 najlepszy okazał się Robert Chychłowski, który zaczął od wolnego losu w pierwszej rundzie, a skończył finałowym 9:4 z Michałem Materą.


Lektura obowiązkowa


W aktualnym „Tenisklubie”:
Tenis albo śmierć – raport „Tenisklubu”. Polski tenis nigdy nie był tak mocny jak teraz – Agnieszka Radwańska zakwalifikowała się do WTA Championships, Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski zagrali w finale US Open i ATP World Tour Finals, a Łukasz Kubot wrócił do czołowej setki świata i jako pierwszy od czasów Wojciecha Fibaka walczył o ćwierćfinał Wielkiego Szlema... Dlaczego więc jest tak źle, skoro jest tak dobrze?
Piknik pod dymiącym wulkanem – WTA Championships
Jedyny taki – Barclays ATP World Tour Finals
Najtrudniejsza część sezonu – Agnieszka Radwańska
Dyscyplina w genach – Janusz i Łukasz Kubotowie
Sezon skvitovany – finał Pucharu Federacji
O synu, który przerósł ojca – Oleksandr Dołgopołow



Tagi:
Komentarze (0) dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeżeli nie masz konta użytkownika - zapraszamy do rejestracji.