Napisz do nas!Oficjalna witryna internetowa amatorskiego tenisa polskiego  
   
  atp - O nasatp - Newsyatp - Kalendarzatp - Rankingiatp - Zawodnicyatp - Turniejeatp - Ośrodki tenisoweatp - Pliki do pobraniaatp - O nas  
 
Szukaj w atp Newsy Zawodnicy Turnieje atp - Sponsorzyatp - Partnerzyatp - Patroni Medialni
 
 
 
 
Był Janowicz, będzie i Kubot - newsletter nr 11/2010
19.03.2010, 11:56

Był Janowicz, będzie i Kubot - newsletter nr 11/2010

132 krążki, jak na amatorski turniej tenisowy, to niezła sumka. Ale jeszcze ważniejsza jest inna statystyka. W Halowych Narodowych Mistrzostwach Polski ATP 2010 w Chorzowie wzięło udział więcej osób niż przed rokiem.
Trzy balony, pod nimi łącznie dziewięć kortów. To jeszcze nie All England Lawn Tennis Clubna na Wimbledonie, ale ośrodek Chorzowskiego Towarzystwa Tenisowego jest chyba jedynym w Polsce, w którym można było zorganizować tę imprezę. Kiedyś na sześciu kortach jakoś udawało się zdążyć ze wszystkimi grami. Tym razem byłoby to niemożliwe, ponieważ po raz kolejny padł rekord frekwencji – 221 osób, czyli o kilka więcej niż w zeszłym roku.
W takim turnieju chodzi nie tylko o to, kto kogo pokonał i dlaczego. Dla wielu uczestników gemy i sety to sprawa drugo- albo nawet trzeciorzędna. Najważniejsze, żeby dobrze się bawić, a dla niektórych to po prostu okazja, by spotkać starych znajomych i spędzić czas w miłym towarzystwie. Tak mówią z pełnym przekonaniem, kiedy jednak przychodzi pora, aby wejść na kort, każdy z zaciśniętymi zębami walczy aż do ostatniej piłki.
Przypadkowych zwycięzców mistrzostw Polski amatorów już nie ma. Niespodzianki się zdarzają, ale ten, kto nie ma za sobą spędzonych na korcie dziesiątek godzin, musi liczyć się z najgorszym. Szybki odjazd z Chorzowa na przysłowiowym rowerku jest bardzo prawdopodobny. Tym bardziej, że do mistrzostw coraz częściej zapisują się osoby z przeszłością zawodniczą. Zasady mówią, że w turnieju może wziąć udział ten, kto nie występował w turnieju zawodowym od pięciu lat lub ukończył 35. rok życia. Tak jak Benjamin Budziak, mistrz świata amatorów, który zgłosił się do trzech kategorii, ale z powodów losowych mógł wystąpić tylko w mikście. Na listę uczestników wpisał się też m.in. Jerzy Janowicz. Juniorowi na start nie pozwoliłyby bezwzględne przepisy, ale senior z chęcią wystąpił w kategorii +55 (przegrał w drugiej rundzie, ale tanio skóry nie sprzedał).
Turniej wprawdzie amatorski, ale players’ party być musiało. Impreza odbyła się w pobliskim Domu Kultury. Sala balowa przystrojona, szwedzki stół zastawiony – w takich warunkach można choć na chwilę zapomnieć o rywalizacji na korcie. Szczególnie w czasie losowania nagród (to tradycyjnie gwóźdź programu). Tych bardziej i mniej kosztownych upominków było ponad sto. Nie wszystkie związane z tenisem. Jednym trafiły się w przydziale piłki albo odzież sportowa, a drugim książki, filmy, a nawet sprzęt gospodarstwa domowego. Jeden pan wylosował ryzę papieru. Nikt nie wybrzydzał, a było wielu takich, którzy śmiali się, że to pierwsza rzecz, jaką w życiu wygrali. Nazajutrz mieli na to następną szansę na korcie.
Ale zanim nagrody zostały rozdane i zanim zabawa zaczęła się na dobre, wcześniej uczestnicy obejrzeli pokaz slajdów. Były to zdjęcia z poprzednich turniejów amatorskich, dlatego wielu z radością i śmiechem wyławiało sylwetki swoje i sąsiada.
Potem został wyemitowany krótki film z Łukaszem Kubotem w roli głównej. Nasz najlepszy tenisista mówił między innymi o tym, dlaczego warto grać w tenisa („dla adrenaliny, dreszczyku emocji, ale też po to, aby poznać ciekawych ludzi”) i zapewnił, że – jeśli okoliczności będą sprzyjające – kiedyś wystąpi w turnieju pod szyldem Amatorskiego Tenisa Polskiego. Uczestnicy mistrzostw chyba potraktowali te słowa jak wyzwanie, bo zamiast bawić się do białego rana, szybko rozeszli się do pokojów, by wyspać się przed jutrzejszymi grami. Impreza trwała niecałe cztery godziny, o północy było już posprzątane. Niby amatorzy, a profesjonalizm pełną gębą!
Wyniki na www.atp.org.

Prawie jak Bryanowie
Nie trzeba być Agnieszką Radwańską albo Łukaszem Kubotem, żeby zagrać w Wielkim Szlemie. Nie trzeba nawet – jeśli ktoś tam mieszka – ruszać się z Warszawy lub Piaseczna. Wystarczy znaleźć sobie partnerkę lub partnera i zgłosić się do Grand Slam Poland by Siemens. To nowy cykl turniejów dla amatorów, rozgrywanych w klubach Okęcie i Tuan na czterech różnych nawierzchniach – dokładnie takich, jak w Melbourne, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku.
Zaczęło się na Okęciu. Nie wiadomo, jakie oczekiwania mieli organizatorzy, ale inni mogą im zazdrościć frekwencji: zagrały 34 pary męskie i 14 kobiecych.  Duety, które zajęły pierwsze miejsca, nie straciły nawet seta, ale na zdecydowanie wyżej należy ocenić wyczyn, jeśli można jeszcze raz odwołać się do Wielkiego Szlema, warszawskich Bryanów. Bracia Maciej i Tomasz Górkierowie, choć nie bliźniacy, nie odpuścili rywalom  żadnego gema. W pierwszej rundzie oddali trzy, dzięki czemu Maciej Sołdan i Maciej Żytkiewicz mogą uczciwie powiedzieć, że nikt inny nie sprawił zwycięzcom tylu kłopotów co oni. Ale cóż to za kłopoty – 6:1, 6:2… W drugiej rundzie 6:1, 6:0, w ćwierćfinale 6:0, 6:0, w półfinale dla odmiany 6:0, 6:1, a w ostatnim spotkaniu – z Pawłem Pasiecznym i Łukaszem Pukiem – 6:1, 6:1. Może na innej nawierzchni ktoś dobierze im się do skóry?
W konkurencji pań rywalizacja była bardziej wyrównana i logiczna – z każdą rundą Justyna Jackowska i Monika Żywiecka napotykały coraz silniejszy opór. Do tego stopnia, że w finale były naprawdę bliskie straty seta – z Karoliną i Małgorzatą Myszkowskimi. Z siostrami Radwańskimi prosimy ich nie kojarzyć, bo to córka z mamą.

Finał wieńczy dzieło
Nie zawsze. W Stalowej Woli nie trzeba było wygrywać finału, żeby wygrać turniej. Aż dwie kategorie z czterech zakończyły się walkowerami, ale czy to wina zwycięzców – Andrzeja Moczka (open) i Roberta Stępnia (+40).
Za to w singlu +50 oraz w deblu walka o pierwsze miejsce była godna stawki, o jaką się toczyła. Aleksander Tor pokonał Marka Licaka 6:3, 2:6, 10-2, a Czesław Fonał i Mieczysław Pęzioł wygrali z Pawłem Kałdanem i Krzysztofem Stecem 6:4, 4:6, 11-9.

Tylko dla nastolatków
W Radomiu i okolicach chyba żadne dziecko, które już wie, do czego służy rakieta, nie zostało w domu, kiedy na kortach Returnu zaczynał się turniej. Bez wielkiej przesady można dodać, że wielki. Oto nazwiska zwycięzców: Katarzyna Irzmańska i Jakub Michałkiewicz (kat. –18), Wojciech Marynowski (–14), Kacper Woźniak (–12) oraz Paweł Tęcza (–10).

amatorski tenis polski
KIA Soul Open 2010 - ZAPISZ SIĘ
Gala atp - wyniki
Liga atp
Komunikaty ITF
Szukana fraza
Wybierz kategorię
atp
Data dodania newsa:
od:
do:
atp