10.02.2010, 15:42
Lekcja teorii - newsletter nr 6/2010
Śnieg podchodzi już do połowy wysokości balonów – całe szczęście, że od zewnątrz – do tego ferie i urlopy zimowe, więc kto tylko może, ten na chwilę – to nadzieja ocierająca się o pewność – zamienia rakietę na narty i pędzi w Tatry, Alpy albo gdzie tam lubi najbardziej. A tym, którzy lubią od czasu do czasu pokibicować i na własne oczy popatrzyć na gwiazdy kortów znane tylko z telewizji, Amatorski Tenis Polski zapewnił możliwość zobaczenia w akcji reprezentantek Polski i Belgii. Wprawdzie do Bydgoszczy na mecz Pucharu Federacji nie przyjechały Kim Clijsters i Justine Henin, a kontuzjowana Urszula Radwańska znalazła sobie zastępcze miejsce na trybunach, ale nikt nie mógł narzekać na nudę. Pewnie wszyscy wolelibyśmy trochę mniej emocji, a więcej radości z wyników, jednak sami dobrze wiemy, że zwycięstw nikt nie daje za darmo. Nie zawsze też wystarczą same umiejętności, jeśli szczęście za nic nie chce się uśmiechnąć. W Bydgoszczy krzywiło się do nas w jakimś grymasie.
Tu połówka, a tam ćwiartka W Warszawie – podczas Grand Prix Szkoły Tenisa Net – najciekawsze okazały się półfinały. Wcześniej wyższość jednego gracza nad drugim była dość wyraźna. Później zresztą też, bo w ostatnim pojedynku Zbigniew Popieluch (nr 1) pokonał Maurycego Mrówczyńskiego (nr 4) 9:2. Ale „połówki” trzymały w napięciu jak należy – Popieluch wyeliminował Marcina Branickiego (nr 3) 9:5, natomiast Mrówczyński wygrał z Andrzejem Dembowskim (nr 2) 9:6. Najbardziej zaciętą fazą deblowego turnieju w Bytomiu były dla odmiany ćwierćfinały. W dwóch z nich nie obeszło się bez super tiebreaków. Przemysław Filipek i Angelika Litwin pokonali Waldemar Szolca i Krzysztofa Świdra 1:6, 6:3, 10-7, a Piotr Hess i Dorian Woczka zwyciężyli Roberta Barana i Jacka Widawskiego 4:6, 6:4, 10-5. Później wszystko rozstrzygano już w dwóch partiach. Może dlatego, że bohaterowie trzysetówek odpadli w półfinałach. Pierwsze miejsce w turnieju zajęli Jan Kania i Tomasz Malmiga, którzy po zaciętym spotkaniu wygrali ze Stanisławem Churasem i Andrzejem Faltyńskim 6:4, 7:5.

|
|